Moja Kinga

"Kochają i niewidomi, bo miłość nie potrzebuje oczu, wystarczy jej dotyk"

Dnia 08.05.2000 r wyruszyłam w daleką podróż w odległe miejsce, którego nie znałam. Wypełniał mnie strach, niepewność, ale szłam tam gdzie prowadził mnie głos serca. Nie było łatwo wyruszyć, nie było łatwo usłyszeć "Żegnaj" od swojej zdrowej, uśmiechniętej, patrzącej na Ciebie z dziecięcą radością w oczach, córki Kingusi. Miała wtedy zaledwie 5 miesięcy. Było ciężko, pożegnanie z mamą, łzy, smutek, rozstanie, i ciągle towarzyszące pytanie: "Kingusiu czy wrócisz ze swym niewinnym spojrzeniem i ciepłym uśmiechem?!" Podróż była daleka lecz w sercu czułam, że to bardzo blisko. Opowiem Wam po krótce, jak to wszystko wyglądało, choć wiadomo, że słowa nie są w stanie wyrazić takich przeżyć, jakich doświadczyłam. Pierwszym miejscem do którego pojechałam szukać mej córci było Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach Oddział Intensywnej Opieki Medycznej, tam spała, mała dziecinka na ogromnym łóżku a do niej podpięte ogromne ilości sprzętu dla którego brakowało miejsca na jej maleńkim ciele, ja czekałam aż się obudzi i spojrzy na mnie i na swojego ulubionego czerwonego misia. Osiem, najdłuższych w życiu dni, oczekiwania i nadziei na powrót Kingusi takiej jaką pamiętałam zanim się pożegnała i .......... powrót dziecka, które już nie patrzy na Ciebie z nadzieją bo ta podróż odebrała jej wzrok, dziecka które się nie uśmiecha bo nie wie że potrafi, dziecka które nawet nie umie przyjmować pokarmów bo zatraciło odruch ssania i JA przy nim wołam i proszę Boga o moją córeczkę sprzed zaledwie ośmiu dni, czekam aż prośby się spełnią, robię wszystko aby wróciła, szukam jej w tej dziewczynce, która zamiast niej powróciła, podążam za nią, żaden czas, głód, brak snu nie stanowi przeszkody. Podczas dążenia, drogi, dotarłam nie tam gdzie chciałam...stanęłam na krawędzi, stanęłam przed wyborem albo przyjmę ją taką jaka jest po swej ośmiodniowej podróży, albo odrzucę i nigdy nie będę miała szansy wierzyć że jeszcze zobaczę jej uśmiech. Zostawiam wszystko i idę razem z tą "odmienioną" córeczką mając jeszcze i wciąż nadzieję... Choć tak naprawdę, jeszcze mało o niej wiem, ale mimo trudności, wsiadam do tego pociągu ,powierzam jej siebie, bez względu na wszystko. Po jakimś czasie okazało się że życie z nią, to nieustanne powtarzanie "dam radę", nieustanne kroczenie nad przepaścią i świadczenie własnym życiem. Wytworzyła się szczególna więź, jakiej nie doświadczyłam nigdy wcześniej. Każdego dnia jej miłość, którą nas obdarowuje uczy mnie odwagi dawania siebie, prawdziwego szacunku wobec bliźniego, dostrzegać kruchość życia i jego ulotność i doceniać każdy dzień nawet ten niedoskonały i chwile szczęścia nawet te najkrótsze. Dziś wiem że nie chodzi o to, by na pokaz kochać, czy też publicznie wspierać chorych, niepełnosprawnych, biednych (dużo można by tu wymieniać) , ale o to, by ludzie, widząc nas, odkrywali prawdę o miłości i zamiast oceniać mogli powiedzieć: "Piękne świadectwo miłości". By potrafili, poprzez małe gesty, dostrzegać dobro w drugim człowieku, w promieniach słońca, w kwitnących kwiatach, a często także, w przykrych zdarzeniach. Dzięki takim ludziom jak my, łatwiej pewne rzeczy zrozumieć, pokochać siebie, mimo wielu grzechów, czy uległości, wobec napływających słabości. A także zranień, które często tkwią w nas. Ufam, że każdy, kto przeczyta naszą krótką historię wyjdzie z tłumu w którym nie ma nic poza oceniającymi spojrzeniami społeczeństwa .

"Uświadamiając sobie, że nie tylko naszą łodzią tak strasznie kołyszą fale, nabieramy pewności siebie, zyskujemy poczucie "normalności" w tej "nienormalnej" sytuacji." S.C.Lutz

Serdecznie dziękujemy tym, którzy mimo wszystko nas nie zostawili, to wspaniali i wyjątkowi bohaterowie naszej historii:
Siostra Kingusi-Joasia Skupień, nasz wulkan energii, kochamy Cię :*
Moi kochani rodzice: Halina i Zdzisław Gugała
Moje kochane rodzeństwo: Anetka Piechowska i Konradek Gugała z żoną Karolinką
Moi wieloletni przyjaciele: Sylwia Witkowska, Artur Wróbel, Przemysław Taubler
i tak w tle dziękuję Dorotce Archamowicz, której nigdy nie zapomnę tego jak uratowała mnie od głodu, dziękuję Ci za te pyszności :) (może to dla niektórych zabrzmi dziwnie w obecnych czasach).

Cudownym jest fakt, że wciąż jeszcze są na tym świecie ludzie, którzy chcą uczestniczyć w dalszej części naszej historii, dołączając i tu dziękuję wszystkim innym, których nie wymieniłam ale są bliscy naszym serduszkom.

product

Galeria

Pomoc

Większość czasu i życia spędzamy w mieszkanku, rehabilitacja, leczenie, nauka, praca, przyjemności również w mieszkanku z uwagi na pooperacyjne „utrudnienia w ruchu”, ale myślę i jestem dobrej nadziei, że niedługo będziemy wychodzić z naszej "norki" na powietrze, ahhh ... , póki co jesteśmy "zamknięte" i zdane na pomoc innych bliskich nam osób. Finansowo radzimy sobie jak każdy tzn. wypłata i tyle, ile z niej można korzystamy oczywiście z priorytetem na rehabilitację, chyba jak każdy rodzic tak i ja chce najlepiej dla swoich dzieciaczków.

Jeśli chce nam ktoś pomóc przy minimalnym wysiłku proszę o przesłanie 1% z podatku na Kingusię podaję dane jakie należy wpisać w PIT-37 lub PIT-36

PIT-36

W części P poz.308 Numer KRS, wpisujemy: 0000021413, poz.309: kwota 1% wyliczonego podatku, w części R, poz.310 Cel szczegółowy1%, wpisujemy: KINGA KOZIOŁ


PIT-37

W części I poz.131 Numer KRS, wpisujemy: 0000021413, poz.132: kwota 1% wyliczonego podatku, w części J, poz.133 Cel szczegółowy1%, wpisujemy: KINGA KOZIOŁ


Rachunek bankowy

PKO BP o/ Jaworzno

Stowarzyszenie Rodzin na Rzecz
Dzieci Sprawnych Inaczej

ul. ks. Sulińskiego, 43-600 Jaworzno

KRS 0000021413

Nr rach: 94 1020 2528 0000 0302 0014 2265

dopisek: Kinga Kozioł

Kontakt